Skorża marzy o podwójnej koronie!

W 29. kolejce PKO PB Ekstraklasy krakowska Wisła mierzyła się z Lechem Poznań. Kolejorz wygrał ten mecz 2:1 po bramkach Mikaela Ishaka i Pedro Tiby. Oczywiście zwycięstwo nad odwiecznym rywalem cieszy kibiców, jednak ważniejsze jest to co wydarzyło się przed meczem. 


Na konferencji prasowej poprzedzającej mecz z Wisłą Kraków, trener Kolejorza, Maciej Skorża zapowiedział, że Lech ma walczyć o podwójną koronę w przyszłym sezonie. Daje nam to do zrozumienia, że trener Lecha musi być dobrym pokerzystą. Obietnica walki o dwa trofea dla kibica z Wielkopolski, w tak ważnym sezonie jak przyszły, w którym przypada setna rocznica założenia Kolejowego Klubu Sportowego, budzi nadzieje. Na pierwszy rzut oka widać, że wrócił trener, który “zna” klub i wygrywał już mistrzostwo z Lechem. Największym atutem obecnego Kolejorza są zdolna młodzież i ciekawe nazwiska w kadrze. Sprawdzimy jednak, czy to nie blef ze strony Skorży.

Duma Wielkopolski nie sprostała oczekiwaniom kibiców w tym sezonie. Nasuwa się zatem pytanie, czy to tylko wypadek przy pracy przy budowie nowego projektu, czy zaskakująco pozytywny zeszły sezon był szczęśliwym zrządzeniem losu. Żeby dobrze oddać tę sytuację należy wrócić do wydarzeń z 2015r. Wtedy to po mistrzowskim sezonie drużyna pod wodzą Macieja Skorży znalazła się w gigantycznym kryzysie i w sezonie 15/16 Lech był czerwoną latarnią ligi. To poskutkowało zwolnieniem trenera, a w roli strażaka w Kolejorzu pojawił się Jan Urban, który wyciągnął Lecha na 7. miejsce na koniec rozgrywek.

 Po zakończeniu ligowych zmagań zaczęto doszukiwać się przyczyn tej katastrofy. Kozła ofiarnego zrobiono wtedy z Macieja Skorży, który miał do siebie tak zrazić piłkarzy, że Ci nie byli w stanie znieść dalszej współpracy z nim w roli trenera. Piłkarze Lecha, jak i osoby związane z klubem zarzucali ówczesnemu trenerowi Kolejorza “agresywne zachowanie” czy też “zamordystyczne” podejście do treningów. Swoją postawę co do treningu zawodnicy Kolejorza wyrazili podczas podróży na fetę mistrzowską, podczas której na klasyczną przyśpiewkę, “Biegać, walczyć i się starać…” zareagowali słowami ”odwołaj to”. 

Wcześniej wspomniane wydarzenie wciąż możemy odtworzyć z filmu, który znajduje się na oficjalnym kanale Lecha na Youtubie. Oczywiście wszystko to mogło być po prostu drobną uszczypliwością lub żartem. Jednak kilka dni temu w ramach programu “Bundestalk” w “Kanale Sportowym” Robert Gumny, były obrońca Lecha, wypowiadał się na temat różnic w treningu jakich doświadczył w stolicy Wielkopolski i za naszą zachodnią granicą. Nie była to najlepsza reklama sztabu szkoleniowego Kolejorza.  

Od tamtego czasu Lech nie może wrócić na mistrzowskie tory, a każdy kolejny sezon wydaje się być gorszy od poprzedniego. Trener Jan Urban w Poznaniu nie pracował długo i już po niecałym roku od zatrudnienia, włodarze klubu zastąpili go Nenadem Bjelicą. Chorwacki trener spędził w Poznaniu dwa lata. W pierwszym sezonie poukładał Kolejorza i ten wywalczył 3. miejsce w lidze, jednak postawa w Pucharze Polski pozostawiała wiele do życzenia. Znowu musimy wrócić do dramatycznego początku rundy mistrzowskiej z sezonu 14/15 i Lecha Macieja Skorży. Duma Wielkopolski kontra stołeczna Legia, finał o którym marzyli kibice całej Polski, dwie dominujące drużyny w lidze, prawdziwe święto futbolu. W tym starciu lepsi okazali się “Wojskowi” ale fani klubu z ulicy Bułgarskiej, mogli przełknąć porażkę z największym rywalem, bo na koniec sezonu to Lech był mistrzem.

Kolejny sezon, Lech znowu dociera do finału, znowu przeciwnikiem jest warszawska Legia. Drużyna pod przewodnictwem Jana Urbana musi uratować sezon, zdobyć trofeum i dostać się do europejskich pucharów. Niestety zespół z Warszawy znowu okazał lepszy. Czuć złość i frustracje ze strony kibiców Lecha.

Wracamy do Nenada Bjelicy i jego osiągnięć z Lechem. Kolejorz znowu doszedł do finału i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tym razem Lech musi wygrać. Kibice schładzali szampany już przed meczem. Starcie “mocnego” Lecha z “przeciętną” Arką Gdynia sprawiło, że fani tłumnie przybyli na Stadion Narodowy i tam przywitali piłkarzy oprawą, zatytułowaną “Do trzech razy sztuka” Lech przegrał ten mecz tym samym przechodząc do historii jako jedyna drużyna która, trzykrotnie dotarła do finału i nie zdołała sięgnąć po trofeum. Po tej upokarzającej porażce dało się słyszeć już głosy o tym, że problemem nie jest trener a zawodnicy. W sezonie 17/18 kłopoty narastające wokół klubu zaczynały przypominać kule śnieżną, a presja na klub ze strony kibiców rosła. To powodowało podsycanie przez zarząd Lecha atmosfery “że to jest ten sezon” i odbiło się na kieszeni kibica. 

Do dziś tak naprawdę nikt nie wie, co się wydarzyło. Cytując Piotra Rutkowskiego, “Lech miał autostradę do mistrzostwa Polski”. Na zakończenie rundy zasadniczej Kolejorz był liderem stawki i mecze z głównymi rywali do tytułu miał rozgrywać przed własną publicznością. Warto zaznaczyć, że od początku sezonu 17/18 w lidze aż do rundy mistrzowskiej, Lech był niepokonany na własnym stadionie. Wszystko to sprawiło, że 20.05.2018 roku miał przejść do historii jako dzień, w którym Kolejorz miał zdobyć mistrzostwo na oczach swoich sympatyków z bezpośrednim rywalem, czyli Legią.

Ten dzień przeszedł do historii, ale z zupełnie innych powodów. Lech roztrwonił przewagę z rundy zasadniczej i 10 maja już nie miał matematycznych szans na mistrzostwo. Z klubem tego samego dnia pożegnał się trener Bjelica. Jednak nikt nie był w stanie zatrzymać tej katastrofy. Piłkarze Lecha przegrywali na własnym stadionie z Legią 0:3, a fani Kolejorza doprowadzili do przerwania meczu poprzez wtargnięcie na murawę. Legia Warszawa odebrała medale za mistrzostwo kraju z rąk swoich kibiców na stadionie odwiecznego rywala. Wydarzenia z tamtego feralnego dnia przelały czarę goryczy. Fani klubu rozpoczęli wtedy bojkot, który w wielu sekcjach kibicowskich wciąż jest utrzymywany. 

Sam prezes Rutkowski, na konferencji prasowej po sezonie, powiedział kto jego zdaniem jest odpowiedzialny za niepowodzenia ostatnich lat i wskazał piłkarzy. Miało im brakować charakteru, co zaczęło skutkować regularnymi  rewolucjami w kadrze. W sezonie 18/19 w Lechu regularnie zmieniali się trenerzy, którzy mieli być na lata, a ledwo docierali do lata. To samo dotyczyło piłkarzy. Ponoć drużynę mistrzowską buduje się latami, a w zespole Lecha zawodnikiem który jest najdłużej, nie licząc przerw na kontuzje, jest Thomas Rogne od sezonu 17/18. Natomiast z sezonu 18/19 w Lechu został tylko Pedro Tiba. Ten wynik wygląda przerażająco zwłaszcza jak zestawimy Kolejorza z Piastem, bowiem w Gliwicach od sezonu 17/18 wciąż nie zmieniono sześciu zawodników.

Sezon 19/20 Lech zakończył jako wicemistrz kraju, a z Pucharu Polski ekipa Dariusza Żurawia odpadła po walce, dopiero w półfinale. Fani Kolejorza nie byli obojętni i widzieli potencjał bijący z odradzającego się Lecha. W “Kotle” pojawił się nawet transparent, głoszący, że “Siłą Lecha jest drużyna”.  Kiedy jednak zestawimy ze sobą drużynę Dariusza Żurawia z 2020 roku z tą z 2021, okaże się, że z zeszłego roku w barwach Lecha zostało tylko sześciu piłkarzy! Winny niepowodzeń zimą znowu był trener, którego przyszło nam pożegnać. Teraz prezes Rutkowski ponownie wskazał palcem winnych i padło na sztab szkoleniowy, który źle przygotował zawodników. 

Klub zmienia się co chwile na przestrzeni ostatnich lat, przez co nie wiemy jak będzie wyglądał skład i sztab w najbliższej przyszłości. Nawet jak wyselekcjonuje się świetnych piłkarzy i oni trafią do klubu  to nie wiadomo kiedy odnajdą się w treningu, a co dopiero na boisku. Ciężko określić też, na chwile obecną kogo brakuje w kadrze, a na kogo trener może liczyć. Oczywiście ambicje włodarzy klubu jak i wszystkich osób sympatyzujących z Kolejorzem widziałyby Lecha w podwójnej koronie. Prawda niestety jest taka, że trofeum może wylądować w Poznaniu tylko przy ogromnym nakładzie szczęścia i zakładając, że wszystko uda się poprawić poprzez pstryknięcie palcem, ponieważ słowo “cierpliwość” nie gości w słownikach włodarzy klubu. 

Komentarze