Co nas czeka w finale Pucharu Polski? ZAPOWIEDŹ

Już 2 maja o godzinie 16:00 w Lublinie rozpocznie się finał Fortuna Pucharu Polski. W tym roku do finału dotarli Arka Gdynia i Raków Częstochowa. Mecz ten wzbudza zainteresowanie nie tylko kibiców obu ekip, ale i drużyn walczących o czwarte miejsce w PKO Ekstraklasie, które może dać awans do europejskich pucharów.


Podopieczni Marka Papszuna po remisie z Jagiellonią stracili matematyczne szanse na mistrzostwo Polski. Jednak wynik spotkania w Białymstoku nie zmienia faktu, że Raków rozgrywa swój historyczny sezon. Najwyższa pozycja ligowa w dziejach i szansa na pierwsze, historyczne trofeum dla drużyny z Częstochowy, to tylko jeden z powodów, dla których kibice w całej Polsce nie mogą doczekać się tegorocznego finału.


Włodarze Rakowa od kilku lat skrupulatnie udowadniają całej Polsce, że budowanie klubu zaczyna się od trenera. Marek Papszun prowadzi “Czerwono-Niebieskich” od kwietnia 2016 roku. Awansował z nimi z 2 ligi do ekstraklasy, co samo w sobie jest już imponujące. Trener dał się poznać jako prawdziwy fachowiec, specjalista od taktyki i organizacji zespołu, który wie jak grać na wynik. Tutaj przykładem mogą być osiągnięcia w Pucharze Polski w sezonie 2018/2019. Raków z tych rozgrywek wyrzucił zarówno Lecha, jak i Legię, co jak na pierwszoligowca było nie lada wyczynem.


Raków w finale jest uważany za faworyta ze względu na to, że już wywalczył sobie miejsce w eliminacjach do Conference League. Ich rywal, czyli Arka Gdynia znalazła jednak sposób na skuteczną grę w Pucharze Polski. Mimo, że na przestrzeni ostatnich pięciu lat “Arkowcy” po raz trzeci dotarli do finału Pucharu Polski, to mało kto stawia na ich triumf. 


Arka w tym sezonie radzi sobie w kratkę, co poskutkowało zmianą trenera w połowie sezonu. Ireneusza Mamrota zastąpił Dariusz Marzec, co dotychczas nie przełożyło się na poprawę sytuacji Arki w 1 lidze. Ta wciąż musi walczyć o to, żeby w przyszłym roku znaleźć się w Ekstraklasie. Ewentualne niepowodzenie może zatem doprowadzić do jakże ciekawej sytuacji, w której to 1-ligowiec będzie reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej. 


Droga Arki do finału w tym roku była bardzo emocjonująca, a kluczowym meczem był półfinał z Piastem Gliwice. Arkowcy wyrzucili za burtę drużynę Waldemara Fornalika, tym samym bardzo komplikując sytuację w Ekstraklasie. W grze o europejskie puchary pozostaje wciąż pięć drużyn, nie licząc finalisty z Gdyni. Niezależnie od kibicowskich animozji w finale za Raków kciuki będą trzymać kibice drużyn, które walczą jeszcze o 4. miejsce.


Dla kibiców Arki zdobycie tego trofeum po zeszłorocznych perturbacjach związanych ze spadkiem z Ekstraklasy i przejęciem klubu przez nowych właścicieli, byłoby niezwykle miłą niespodzianką. Stanowiłoby również jasną deklarację, że miejsce Arki jest w Ekstraklasie, a zeszły sezon był wypadkiem przy pracy. Czeka więc nas niezwykle ciekawy mecz, którego stawką będzie awans do europejskich pucharów. Zwycięstwo Arki może zatem zakończyć ciekawą batalię pomiędzy pięcioma drużynami o czwartą, premiowaną grą w Conference League pozycję. To tylko sprawia, że w wielu polskich domach emocje sięgać będą zenitu!


Komentarze