Déjà vu w Szczecinie. Pogoń znowu odpada z walki o mistrzostwo!

To miał być ten sezon. To miał być sezon, w którym Pogoń Szczecin sięgnie po mistrzostwo Polski na przekór wszystkim i wbrew logice. Tak przynajmniej do niedawna mogli myśleć kibice Portowców, którzy kolejny raz muszą przełknąć gorycz porażki. Porażki, która przytrafiła się nie po raz pierwszy. 



Powiedzieć, że w Szczecinie nie potrafią wytrzymać presji, to jak nie powiedzieć nic. Klub z północno-zachodniej części Polski kolejny raz po świetnej rundzie jesiennej notuje fatalną wiosnę. Portowcy wielokrotnie przystępowali do drugiej części sezonu z bardzo dobrej pozycji i jak dotychczas zawsze kończyło się to klęską. Tak należy bowiem nazwać brak choćby jednego awansu do eliminacji europejskich pucharów w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Zwłaszcza w ostatnich kilku była na to duża szansa, jednak zawsze w końcówce rozgrywek brakowało paliwa. 

Wbrew logice

Przed sezonem mało kto typował Pogoń jako kandydata do walki o medale. Utrata głównego sponsora oraz kilku istotnych piłkarzy nie dawała podstaw do takiego myślenia. Mimo to Kosta Runjaić zdołał wykorzystać w znacznym stopniu potencjał tego zespołu, dobrze wprowadzając do niego nowe ogniwa. Runda jesienna rozbudziła oczekiwania i nadzieje kibiców Granatowo-Bordowych do granic możliwości. Nowy stadion, dobrze grająca drużyna - czego chcieć więcej? Wszystkie elementy układanki zaczęły do siebie pasować, aż w końcu obudziły się demony z przeszłości.  

Pogoń za marzeniami

Ostatnie pięć spotkań Pogoni Szczecin w PKO Ekstraklasie to zaledwie jeden zdobyty punkt. JEDEN. Jak na klub mający zagrozić Legii w walce o tytuł to chyba troszkę za mało. Drużyna ze stolicy po raz kolejny znalazła się na autostradzie do mistrzostwa i wiele wskazuje na to, że konkurencję niebawem zostawi daleko w tyle. Pogoni pozostaje walczyć o utrzymanie miejsca na podium i udział w premierowej edycji eliminacji do Europa Conference League. Na wyciąganie wniosków z przeszłości w Szczecinie było wystarczająco dużo czasu. Pora więc udowodnić, że bolesne lekcje z lat ubiegłych nie poszły na marne. 


Komentarze