Sensacje w Ekstraklasie stają się normą - poziom niesamowicie się wyrównał!

Tegoroczne mistrzostwo Polski zdobyte przez Piasta Gliwice okrzyknięte zostało sensacją na miarę Leicester City sprzed kilku lat. Takie sytuacje w naszej rodzimej lidze przytrafiać się będą niebawem znacznie częściej, bowiem poziom klubów jest coraz bardziej do siebie zbliżony.


Kibiców tęskniących za czasami, gdy mistrza w Polsce znano na kilka kolejek przed końcem rozgrywek musimy zmartwić - nie wrócą one zbyt prędko. Czeka nas bowiem coraz bardziej wyrównana walka o przywództwo w kraju nad Wisłą, w której udział brać będzie coraz więcej zespołów. Mimo, że w ostatnich latach najczęściej po tytuł sięgała Legia, często były to tytuły zdobywane w ostatniej kolejce, a nawet w ostatnich jej minutach. Zespół z Warszawy w ostatnim czasie mocno jednak obniżył loty i z drużyny której bała się niemal cała liga, stała się ekipą, której każdy może urwać punkty.

Postrzegania tego nie zmieni nawet niedawne wysokie zwycięstwo nad Wisłą Kraków (7:0), które choć efektowne, było jednorazowym wyskokiem. Legii trzeci rok z rzędu nie ma jesienią w Europie, co z jednej strony pozwala jej się skupić tylko i wyłącznie na krajowym podwórku, ale z drugiej strony wydatnie obniża budżet na ewentualne wzmocnienia. Mówiąc w skrócie - stołeczny klub zarządzany przez prezesa Mioduskiego od trzech lat równa poziomem w dół, dostosowując się do reszty stawki.


Wydawać by się mogło, że to idealna sytuacja dla Lecha, który zazwyczaj oglądał plecy rywala z Warszawy, by na dłużej zdominować ligową rywalizację. Nic bardziej mylnego. Kolejorz pochwalić się może świetną akademią i licznymi transferami z klubu, na których zarobił w ostatnich okienkach pokaźną kwotę. Tyle, że w klubowej gablocie jak nie było trofeów, tak nie ma. Obecny Lech jest solidnym ekstraklasowym klubem, który jednak nie potrafi zanotować serii zwycięstw i udźwignąć presji w decydujących momentach.


Kiedy dwa czołowe zespoły ostatnich lat mają swoje problemy i z różnych względów nie prezentują się na przełomie całego sezonu tak, jak oczekiwaliby tego ich kibice, do gry wkraczają ci "mniejsi", którzy liczą na sprawienie niespodzianki. Jeszcze w ubiegłym sezonie wydawać się mogło, że to Lechia, która od lat aspirowała do miana czołowego polskiego klubu, w końcu sięgnie po mistrzostwo. Po zdobyciu krajowego pucharu, forma zespołu Piotra Stokowca gdzieś jednak uleciała i sezon zakończył się brązowym medalem. Z sensacyjnego tytułu cieszył się Piast, który niczym walec przejechał się po reszcie drużyn w grupie mistrzowskiej (sześć zwycięstw i jeden remis).

W obecnym sezonie z dobrej strony pokazuje się m.in. Cracovia, która pod wodzą Michała Probierza w końcu osiąga wyniki na miarę oczekiwań kibiców i prezesa Filipiaka. Zapowiedzi charyzmatycznego szkoleniowca o walce o tytuł jeszcze niedawno przyjmowano z przymrużeniem oka. Po wyczynie Piasta, należy jednak spodziewać się wszystkiego - w tym mistrzostwa kogoś spoza ścisłej czołówki.


Przykład Wisły Płock pokazuje bowiem, że nawet drużyna która cudem uratowała się przed spadkiem może kilka miesięcy później poważnie namieszać w tabeli. Wiadomo, że nie świadczy to dobrze o poziomie sportowym Ekstraklasy, czego odzwierciedlenie mamy później w europejskich pucharach i rankingach UEFA. Kibice mimo kolejnych upokorzeń na arenie międzynarodowej nie odwrócili się jednak od krajowej piłki klubowej. Mimo, że niezbyt dobra, PKO Ekstraklasa jest na pewno ligą, która dostarcza wielu emocji i co rusz potrafi czymś zaskoczyć. Niewykluczone więc, że i w tym roku po końcowy triumf sięgnie ktoś, kogo przed sezonem kompletnie byśmy się nie spodziewali.

Komentarze