Legia faworytem w walce o mistrzostwo? Coraz więcej na to wskazuje!

Przed nami decydująca faza sezonu 2018/2019. Kibice w Gdańsku i Warszawie z niecierpliwością czekają na to, co przyniosą najbliższe tygodnie. Większy spokój zauważyć można jednak w klubie ze stolicy, gdzie po zwolnieniu Ricardo Sa Pinto powróciła radość z gry i powiało optymizmem. 



O tym, jakim człowiekiem był Sa Pinto napisano i powiedziano już na tyle dużo, że każdy kibic, nawet ten niezwiązany z Legią wiedział doskonale. Stąd też nikogo nie powinien dziwić fakt, że po jego zwolnieniu w szeregach aktualnych Mistrzów Polski zapanowało pozytywne ożywienie i większy spokój w boiskowych poczynaniach. Legioniści w trzech spotkaniach pod wodzą trenera Vukovicia zanotowali komplet 9 punktów i zdają się być w dobrej dyspozycji przed decydującym rozdaniem. Portugalski szkoleniowiec bez wątpienia solidnie przygotował drużynę do rundy wiosennej, jednak w uzyskiwaniu odpowiednich rezultatów na boisku, brakowało dobrej atmosfery wewnątrz klubu. Po odejściu byłego trenera belgijskiego Standardu Liege, potencjał jaki drzemie w tej ekipie wydobył tymczasowy trener znany z wprowadzania dobrej atmosfery. Na tym chwilowym entuzjazmie - tzw. efekcie nowej miotły -  ugrać można naprawdę wiele, co widzieliśmy również przed rokiem w przypadku przejęcia stanowiska trenera przez Deana Klafuricia po zwolnieniu Romeo Jozaka. 

W Gdańsku na efekt nowej miotły nikt nie liczy, bo trener Stokowiec świetnie wykonuje swoją robotę. Mimo to w ostatnim czasie zachwyty nad Lechią nieco ucichły, a coraz częściej słychać narzekanie na mało atrakcyjny styl gry oraz dość niecodzienne wypowiedzi szkoleniowca. Sam niedawno pisałem o klubie z Pomorza, jako tym, który ma wszystko by przerwać mistrzowską passę Legii, (przeczytaj) jednak mam wrażenie, że im bliżej decydujących rozstrzygnięć, tym bardziej jest tam nerwowo. Dotkliwa porażka z Cracovią (2:4) nie przekreśla oczywiście szans na końcowy triumf, jednak punktem kulminacyjnym tegorocznego sezonu mogła być właśnie 30. kolejka. W pewnym momencie Lechia prowadząc z Cracovią (Legia w tym samym czasie przegrywała z Pogonią) miała już 6 punktów przewagi nad rywalem ze stolicy, natomiast w drugiej połowie losy obu spotkań zupełnie się odmieniły i sezon zasadniczy Lechia i Legia zakończyły z identycznym dorobkiem punktowym (po 60 oczek). Z psychologicznego punktu widzenia to w Warszawie są teraz w lepszym położeniu.

Pomimo zwycięstwa Lechii w zasadniczej części sezonu bukmacherzy w roli faworyta zdecydowanie stawiają na Legię. Kurs na mistrzostwo w jej wykonaniu waha się w okolicach 1,30, natomiast w przypadku zespołu z Gdańska wynosi aktualnie 3,70. Ogromna rozbieżność.

Zapewne część z Was zastanawia się dlaczego nie uwzględniłem tutaj nadal mającego szanse na tytuł Piasta Gliwice. Przecież w przypadku sobotniego zwycięstwa nad Lechią i porażki Legii z Cracovią miałby zaledwie 4 punkty straty do lidera. Szczerze? Kompletnie nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiego scenariusza, by obie drużyny mogła pogodzić ekipa Waldemara Fornalika. Dla mnie Piast jest największą pozytywną niespodzianką tegorocznych rozgrywek, jednak gdyby nawet zaistniała okazja sięgnięcia po tytuł, presja byłaby zapewne dla nich zbyt przytłaczająca. Niemal każdego roku znajduje się jedna bądź dwie drużyny, które chcą zdetronizować Legię, a gdy przychodzi decydujący moment potykają się o własne nogi, podając jej mistrzostwo na tacy. Czy tak będzie i w tym sezonie? Czas pokaże.  

Komentarze