Lechia Gdańsk ma wszystko, by przerwać mistrzowską passę Legii!

Zespół Piotra Stokowca jest bez wątpienia rewelacją tegorocznych rozgrywek. Przed sezonem nikt nie zakładał, że Biało-zieloni będą w stanie walczyć o mistrzostwo, zwłaszcza po tak słabym ubiegłym roku. Teraz, kiedy sezon wkracza w decydującą fazę, Lechiści zdają się być w wyśmienitej formie i nic nie stoi im na przeszkodzie, by sięgnąć po tytuł mistrzowski. 


Kiedy trener Stokowiec przejmował zespół z Gdańska, ten był w całkowitej rozsypce. Klub walczył o utrzymanie w lidze, grając zdecydowanie poniżej oczekiwań. Celem nowego szkoleniowca było tylko i wyłącznie pozostanie w LOTTO Ekstraklasie. Piotr Stokowiec wywiązał się ze swojego pierwszego zadania bez zarzutu i rozpoczął budowanie drużyny pod następny sezon. To, jak ważną rolę odgrywa w Lechii pokazują obecne wyniki klubu i metamorfoza jaką przeszedł on względem poprzednich rozgrywek. 

Lechia Gdańsk może nie zachwyca w każdym spotkaniu swoją grą, jednak jest bardzo efektywna w tym co robi. Może oddać piłkę rywalowi, mając w całym spotkaniu mniejsze posiadanie, jednak nie przeszkadza to jej w osiągnięciu zamierzonego celu. Piłkarze krok po kroku wykonują nakreślony przez szkoleniowca plan i są w tym bardzo konsekwentni. Nawet kiedy spotkanie nie układa się po ich myśli to zawodnicy tacy jak Flavio Paixao, Lukas Haraslin czy Dusan Kuciak w pojedynkę są w stanie uratować końcowy rezultat spotkania. Bardzo ważny punkt zespołu stanowi także lewy obrońca, Filip Mladenović. Reprezentant Serbii ma świetnie ułożoną lewą stopę, dzięki czemu poza solidną grą w defensywie mocno wspiera zespół także w grze ofensywnej. Trzy trafienia i tyle samo asyst to jak na bocznego obrońcę całkiem dobra statystyka. 

W Gdańsku świetnie łączą walkę o najwyższe cele z wprowadzaniem do zespołu młodych zawodników. Świetnie zapowiadający się Tomasz Makowski, 19-letni środkowy pomocnik w barwach Lechii zanotował w tym sezonie 18 spotkań, w których zdobył dwie bramki (obie w Pucharze Polski). Na wiosnę jedynie w starciu przeciwko Pogoni Szczecin wszedł na boisko z ławki rezerwowych, a tak w każdym meczu grał od pierwszej minuty. Jeszcze więcej spotkań na koncie ma 20-letni Karol Fila, występujący na prawej obronie. Łącznie w tym sezonie na boisku meldował się już 24-krotnie, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Polski U-21 (zadebiutował przeciwko Anglii U-21, 21. marca br. w zremisowanym 1:1 meczu towarzyskim).

Wielkim atutem gdańszczan ponownie stał się ich stadion. Lechia jest bowiem jedyną drużyną w całej LOTTO Ekstraklasie, która nie zaznała porażki przed własną publicznością. Ich dotychczasowy bilans spotkań to 10 zwycięstw i 4 remisy w 14 meczach. Daje to więc średnią aż 2,43 punktu na mecz. Ważne jest to przede wszystkim ze względu na to, że czołowe cztery zespoły po rundzie zasadniczej rozegrają aż 4 mecze domowe w grupie mistrzowskiej. W dodatku, gdyby drużynie Piotra Stokowca udało się utrzymać prowadzenie do 30. kolejki (co jest bardzo prawdopodobne), mecz z Legią Warszawa - być może decydujący o tytule mistrzowskim - rozegrałaby na własnym stadionie. 

Co do aktualnego mistrza Polski, wydaje mi się, że będzie bardzo trudnym rywalem dla zespołu z Pomorza. W ostatnich latach Legia zdominowała ligę pod względem ilości tytułów mistrzowskich i tym razem również powalczą o końcowy triumf. Niemniej jednak wydaje mi się, że kadrowo oba zespoły są na bardzo zbliżonym poziomie, natomiast w Gdańsku jest mniejsza presja na końcowy sukces. Dla zawodników Lechii być może to życiowa szansa, by zdetronizować bardziej utytułowanego rywala i zagrać w eliminacjach Ligi Mistrzów. Legia nauczona, że rywale bardzo często podawali jej mistrzostwo niemal na tacy, potykając się w ostatnich kolejkach, może się bardzo przeliczyć w tym sezonie. Lechia wygląda bowiem na taki zespół, który jest w stanie stanąć na wysokości zadania i sprawić na koniec rozgrywek miłą dla siebie niespodziankę. 

Komentarze